Po wernisażu w muzeum Włókiennictwa impreza przeniosła się do Art Center.
Miejsca wielce tajemniczego ale jak widać bardzo malowniczego

Gdyby nie baner i groźnie wyglądający ochroniarz ciężko byłoby się domyśleć, że to właśnie tu

Początek był dosyć lipny. Gdyby nie tanie piwo szybko dalibyśmy sobie spokój...

Po początkowym zamieszaniu zaczęło się rysowanie Miss Festiwalu

W środku przyszła zdobywczyni tytułu

VIPy obserwowały akcję z życzliwym zainteresowaniem...
nie wiedzieli co ich za chwilę czeka;)

Ha! Na to wszyscy czekali! Od lewej: Rosiński (zasłonięty przez Mamuta), Manara, Moebius i Polch

Pierwszy skończył Moebius - zdążył trzasnąć dwa rysunki w czasie kiedy inni dopiero się rozgrzewali - szacun

Polch narysował Brendę z Fukyego Kovala

Rosińskiemu wyraźnie nie szło tego wieczora

Osobiście tego nie widziałem ale podobno Manara najpierw zrobił sobie szkic ołówkiem - cwaniaczek

Polch skończył jako drugi i z wyższością przyglądał się jak reszta się męczy

Po sesji w wykonaniu mistrzów przyszła kolej na dogrywkę. Z prawej Śledziu (rysuje) i Leśniak (kontroluje sytuację)

W trakcie głosowania VIPy bardziej interesowały się drinkami i poczęstunkiem. Na zdjęciu Rosiński tłumaczy Moebiusowi na czym polega rosyjska zakąska - bezcenne

Manara w napięciu sprawdza czy wygra jego rysunek...

... nie tym razem kolo:) Mamut wręcza nagrodę Mawilowi

Potem przyszedł czas na część artystyczną
Na scenie wystąpił Elektryczny Węgorz
(który wypadł moim zdaniem cokolwiek słabo)

... i Żelazna Brama: kolesie w ortalionowych dresikach grający hard core - to było naprawdę niezłe

Jednak atmosfera nie sprzyjała intelektualnym dysputom i większość gości przeniosła się na zewnątrz (ku oburzeniu lidera Żelaznej Bramy, który nie szczędził epitetów dla profanów nie rozumiejących prawdziwej sztuki:)

... co zupełnie nie przeszkadzało nam intelektualitom. Na zdjęciu Kamil Śmiałkowski i Śledziu

Ten przystojniak to słynny Adrian Madej - co miłość robi z człowieka

Kuba Gruszczyński chyba nie lubi paparazzich

Żeby podtrzymać atmosferę dobrej zabawy przenieśliśmy się do Łodzi Kaliskiej

Szczerze mówiąc nie pamiętam o której skończyliśmy... ale było fajnie

Późny niedzielny poranek nad Łodzią... jest nieźle... tylko dlaczego nie mogę powiedzieć ani słowa?

Plan na dziś: zdobyć podpis Manary.
Kolejka długa, głowa boli, pić się chce a w dodatku mistrz spóźnił się prawie godzinę... chrzanić to: czas wracać do domu...

Pożegnalna fotka na tle kultowej Łodzi Fabrycznej ( nie wierzcie w ten uśmiech)

i do pociągu... z krainy marzeń wracamy do rzeczywistości;)

do zobaczenia za rok